Karpacz - Krpacz n a nnartyorolkach

Kiedyś uprawiałem dziwny sport, tzw. nartorolki. Jeździ się tak, jakby się biegało na nartach, tylko że śniegu nie ma, a pod nartami są kółeczka, jak we wrotkach. Odbija się człowiek kijkami i jedzie. Ja tak wiele dróg po naszej gminie zjeździłem, ale na urlop do Karpacza, wbrew protestom żony, rolki też zabrałem. Przecież na nartach jeździ się w górach, a ja miałem tylko swoje nizinne doświadczenia. W pensjonacie
Karpacz, gdzie byliśmy zakwaterowani, mój ekwipunek wywołał zdaje się całe mnóstwo kpin, ale ja się nie zrażałem. Dobrze mieć przecież pasję. Po Karpaczu jeździ w dzień bardzo dużo samochodów, ale późnymi wieczorami udawało mi się potrenować. Zostawiałem żonę z poznanym tu towarzystwem, które miało zacięcie pokerowe, a sam wypluwałem płuca w podjeździe do samej góry Karpacza. Szczególnie miłe były zjazdy. Wyobrażałem sobie, jak to musi być świetnie na nartach zjazdowych i poprzysiągłem sobie odwiedzić Karpacz zimą. Wiedziałem, że zjazdówki też polubię. Przy wyjeździe z naszego pensjonatu było już nas trzech jeżdżących na nartorolkach. Pożyczałem swój sprzęt tym, którzy najbardziej żartowali z mojego hobby.
Warto przeczytać: